28 lutego 2015

Ulubieńcy lutego 2015

Zapraszam Was na Ulubieńców Lutego, gdzie pokaże wam produkty, o których jeszcze nigdy nic o nich nie wspominałam. 



W okresie zimowym moja skóra na ciele jest sucha, co sprawia, że muszę używać prawie codziennie balsamów do ciała. Co prawda zimą preferuje masła, ale dzięki mojej znajomej odkryłam coś co mnie pozytywnie zaskoczyło. Mowa tu o mleczku do ciała z Yves Roche o zapachu jeżynowym. Jest to lekki i szybko wchłaniający się produkt, ale mimo wszystko dobrze nawilżający, choć mam wrażenie, że nie tak dobrze, jak mój ukochany balsam z Dove. Ale zapach… mmm.. cudowny! Delikatny, świeży, lekko owocowy.  Sądzę, że na okres letni takie mleczko będzie strzałem w 10, natomiast na okres zimowy, może być odrobinkę za słabe.  Lecz nie skreślam tego produktu, wręcz przeciwnie  mam zamiar na lato przejść się do sklepu i rozejrzeć za innymi wariantami zapachowymi.

Pozostając nadal w temacie pielęgnacji, chciałam Wam przedstawić produkt, który pokochałam od pierwszego użycia - Ziaja, krem mikrozłuszczający na noc z kwasem migdałowym. Nie mam zbyt wielkich problemów z cera, ale przed i w okresie miesiączkowania zdarza mi się, że wyskoczy mi kilku nieprzyjaciół na buzi. Wtedy właśnie sięgam po ten krem, który radzi sobie z nimi rewelacyjnie, czyli kiedy widzę, pierwsze objawy tego, że coś niedobrego pojawia się na twarzy, wtedy na noc smaruje się tym kremem i rano owy nieprzyjaciel znika albo staje się mniej widoczny. Jak również kremik sprawia, że moja cera ma bardziej wyrównany koloryt, czyli znikają (powolutku) przebarwienia oraz skóra jest bardziej gładka. Ogólnie krem jest rewelacyjny! Nie mam żadnych zastrzeżeń do niego, natomiast zaznaczam, że nie używam go codziennie. Jedynie dwa/ trzy razy w tygodniu. A czasem nawet wcale. To wszystko zależy od stanu mojej skóry i od tego co aktualnie potrzebuje. 

W lutym moje usta wymagały szczególnej uwagi. Bardzo często bywały suche, spierzchnięte. A to sprawiało, że nie mogłam nosić kolorowych szminek, bo suche skórki mi w tym przeszkadzały. Dlatego w tym miesiącu sięgałam po balsam do ust z firmy Vaseline w wersji różanej. Balsam bardzo ładnie nawilża i łagodzi nasze usta. Bardzo ładnie wygląda, jak pół-transparenty błyszczyk. Spore opakowanie, bo aż 8g i dosyć niska cena, przemawiają za zakupem tego balsamu. No i na plus, ze firma Vaseline pojawiła się w Rossmannach, więc można go kupić stacjonarnie. 



I nadszedł czas na kolorówkę, czyli coś co lubię najbardziej.

Pierwszym produktem z serii ulubieńców jest tusz do rzęs z Loreal, z serii Volume million lashes. Maskara posiada silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozczesuje rzęsy, rozdziela je i idealnie wydłuża. Obecnie jest to jeden z moich ulubionych tuszy ever! Sprawdza się idealnie, Nie pozostawia grudek, na szczoteczce znajduję się tyle tuszu ile być powinno, no.. jak na razie nie mam żadnego ale.

Jako różomaniaczka musiałam wam pokazać produkt z firmy Eveline. Róż w odcieniu nr. 4, czyli brudny róż, o satynowym wykończeniu. Na policzkach wygląda bardzo dobrze, jak również jego trwałość jest niczego sobie. Produkt dosyć tani, bo w granicach 15-20zł. Co tu dużo mówić, dobry produkt w dobrej cenie. 

Czas na dwa ostatnie produkty, czyli cienie do powiek. Pierwszym z nich jest cień Z Pierre Rene nr. 118. Satynowy cień w odcieniu brudnego beżu. Idealny na rozświetlenie całej powieki czy zewnętrznego kącika oka. Nie zbiera się w załamaniu, nie roluje. Widniał w prawie każdym makijażu w tym miesiącu.

Drugi z kolei cień to Inglot w nr. 428 PEARL. Stosuje go tylko i wyłącznie do wykonywania kreski na górnej powiece i w takiej formie go pokochałam. Ten perłowy cień pięknie mieni się na niebieski, ciemno granatowy odcień. Coś niesamowitego. 

20 lutego 2015

Fioletowa kreska ombre wykonana cieniami.

Dosyć dawno nie wstawiałam tutaj zdjęć makijaży, więc najwyższy czas to zmienić. Ostatnio na moich powiekach bardzo często można dostrzec fioletowe ombre, ale w postaci kreski wykonanych za pomocą cieni. Taki efekt podoba mi się najbardziej, bo jet delikatny, a zarazem wyrazisty.

A przy okazji pokaże wam, moje rzęsy po już ponad dwóch miesiącach stosowania odżywki Long 4 lashes - są długaśne skurczybyki. 






31 stycznia 2015

Ulubieniec roku 2014, czyli nawilżający krem na noc

Nawilżanie cery to w przypadku mojej pielęgnacji podstawa. Krok, którego nie mogę pominąć. Natomiast nie mam zbyt wielkich wymagań co do kremów do twarzy, ale jednak.. Posiadam skórę normalną skłonną do przesuszania, zatem na dzień potrzebuje kremu lekkiego i nawilżającego, a na noc może być ciężki, tłusty i nawilżający. Na moje szczęście nie borykam się z byt wieloma niespodziankami na mojej buzi, ale w okresie kiedy nasze babskie hormony buzują, to wtedy nieprzyjaciele się pojawiają. Ale dziś nie o nich mowa, a o kremie do twarzy, który stał się moim ulubieńcem roku 2014. 


Przedstawiam wam krem Vichy Aqualia Termal. Przeznaczony jest do skóry suchej i odwodnionej. Cena cóż, do niskich nie należy, bo waha się w granicach 80zł, natomiast mi udało się go złapać w Superpharmie na promocji za około 40zł, czyli połowę taniej. Gdyby nie ta promocja, to nie kupiłabym go, bo jak na moja studencką kieszeń jest to duża kwota. Owszem na pielęgnacji nie powinno się oszczędzać, ale wiadomo 80zł piechota nie chodzi.

Kremik zamknięty jest w szklanym, solidnym opakowaniu, które swoja droga ładnie się prezentuje. Ale nie skupiamy się na wyglądzie a na działaniu! W końcu po to kupujemy kremik :P
Zatem do rzeczy Monia, do rzeczy :D


Konsystencja jest lekka, kremowo-żelowa, natomiast sam krem jest dosyć treściwy, bardzo dobrze nawilżający. Krem wchłania się stosunkowo szybko, ale pozostawia na skórze wyczuwalny filtr. 

Czy nada się pod makijaż? Próbowałam go tak stosować, ale u mnie nie zdał egzaminu pod tym względem, po kilku godzinach świeciłam się dosyć mocno w strefie T, gdzie potrzebne były bibułki matujące, albo puder, gdzie na co dzień nie muszę tego robić, przy stosowaniu innych kremów. 
Może jakbym miała bardzo suchą skórę to wtedy byłby w porządku, skóra wyglądałaby na rozświetloną. Ale nie w przypadku cery normalnej, a już broń boże tłustej. 




Na noc = idealny krem. Kiedy mam bardzo przesuszoną skórę, co szczególnie doświadczam w okresie zimowym, ten krem jest dla mnie ratunkiem. Łagodzi, uspokaja i nawilża!


Podsumowując Vichy Aqualia Termal to dosyć drogi krem, ale warty spróbowania (zaznaczając przy kupieniu go w promocyjnej cenie). Plus za konsystencje, i działanie. Minus, nie nadaje się pod makijaż. 

7 stycznia 2015

Long 4 Lashes po 35 dniach czyli.. czy widać efekty?


Kurację odzywką do rzęs Long 4 Lashes rozpoczęłam 3.12.2014, zatem minęło już 35 dni. To najwyższy czas, aby pokazać wam pierwsze zdjęcia, aby móc stwierdzić, czy coś się na rzęsach dzieje. 

Jeśli chodzi o samą odżywkę to nie sprawia mi ona żadnych problemów, nie odczuwałam żadnego pieczenia, swędzenia ani nic podobnego. Aplikuje ją codziennie wieczorem, choć zdarzyło mi się kilka razy o niej zapomnieć. 

A jeśli chodzi o pierwsze efekty, to widzę je codziennie w lustrze. Rzęsy są zdecydowanie dłuższe i mocniejsze oraz jakby lekko ciemniejsze. Oczywiście producent mówi, że po trzech miesiącach kuracji widać zadowalające i dobrze widoczne efekty, ale dla mnie już one są zadowalające. Obecnie to już nie wstydzę się wyjść bez pomalowanych rzęs, bo pomimo tego, że tuszu na nich nie ma to je i tak widać :)
Poczekam miesiąc i robię henne, czuje że wtedy to będzie super wyglądać. Aleee.. nie zapeszajmy, w końcu to dopiero miesiąc.









4 stycznia 2015

Sylwestrowe paznokcie

W tego sylwestra nie szalałam z kolorem, postawiłam bardziej, na delikatne paznokcie, które by pasowały do każdej kreacji nie tylko w Sylwestrowy wieczór, ale także na późniejsze dni. .
Nie ukrywam, że w takich paznokciach czuje się najlepiej - pasują do WSZYSTKIEGO. 





11 grudnia 2014

Projekt Denko, czyli co udało mi się zużyć


Dawno nie było na blogu nic o produktach, które udało mi się zużyć w przeciągu kilku miesięcy. 
A skoro uzbierała mi się już porządna kolekcja zdenkowanych, to czas najwyższy się nimi "pochwalić". 




Jedwab do włosów z Biosilk, to moje już drugie opakowanie, ale jest to produkt, którego lubię a czasami też i nienawidzę. Czasami moje włosy wyglądają z nim dobrze, a czasami wręcz przeciwnie. Nie wiem od czego to zależy, ale jak widać nawet włosy mają swoje kaprysy. Produkt pomimo swojej małej pojemności jest dość wydajny, wystarczy kropla aby użyć go na całe włosy. Obecnie zastąpiłam go serum z Loreala, które wydaje mi się lepsze od Biosilku. 

Timotei szampon, szukałam jakiegoś niedrogiego szamponu na wyjazd i przypadkiem wzięłam go w sklepie do koszyka. I tak trafił w moje ręce. I no...  pozytywnie mnie zaskoczył. Kosztuje około 6zł, a włosy po nim ślicznie pachną, są miękkie, nie obciążone. I mam wrażenie jakby mniej się przetłuszczały. Kiedyś na pewno go zakupie jeszcze raz!

Biovax maski do włosów. Ja swoje zakupiłam w Biedronce, mam różne rodzaje, bo chciałam przetestować każdą, aby wiedzieć, która dobrze będzie działać na moje włosy. Jako iż ta niebieska sprawdza się bardzo dobrze, to z brązowej byłam najmniej zadowolona- najbardziej to przeszkadzał mi zapach, który utrzymywał się na włosach, nawet po zmyciu maski. Jedna taka saszetka wystarczyła mi na trzy zastosowania. I jak dla mnie te maski są REWELACYJNE! 




Lirene żel do mycia twarzy. Delikatny, kremowy, nie pieniący się. Bardzo duże opakowanie, które starcza na długo. Ogólnie zadowolona byłam, ale chyba z tych wszystkich żeli do twarzy, które wam teraz opiszę, najbardziej polubiłam Loreala. Ale jeśli chodzi o Lirene, to był w porządku, ale "na cycki nie powalał".

Rival de Loop - Zapach śliczny, jabłuszkowy.. plus. Iii tyle z plusów. Żel średnio mi sie spodobał, miałam wrażenie, że nie oczyszczał mojej buzi tak jakby tego chciała. Cieszę się, że była to wersja limitowana, bo nie poleciłabym go nikomu.

Loreal- żel bez zapachowy, dla cery suchej, delikatnej. I taki własnie był. Delikatny, nie pieniący się, konsystencja lekko lejąca, ale po pewnym czasie wiedziałam już jaka ilość wystarcza na umycie całej twarzy. Nie wysuszał, nie podrażniał. Kupie ponownie.



Siquens - próbka kremu do twarzy (kojąco- łagodzący). Delikatny krem, bez zapachowy, o lekkiej, ale lekko tłustawej konsystencji, natomiast po wchłonięciu nie było żadnego efektu świecenia sie na twarzy. Nadaje się pod makijaż, ale nie dla każdej cery - na pewno nie dla tłustej, bo po kilku godzinach może powodować świecenie się. Był okej, ale nie kupie pełnowymiarowego opakowania. Haha i czepiając się niuansów brakowało mi jakiegoś ładnego delikatnego zapachu.

Stara Mydlarnia - krem arganowy. Duże opakowanie bo aż 100ml, wystarcza spokojnie na pół roku, do tego zapach... mmm.. prześliczny! Skład - naturalny, TU możecie więcej poczytać o nim, oraz zakupić go, jak również stara Mydlarnia jest dostępna w drogerii Natura. Jak dla mnie krem - rewelacja, szczególnie na sezon jesienno-zimowy. Kiedy to nasza cera bardziej się przesusza. Również w takim okresie bardzo dobrze sprawdzał mi się pod makijaż, ale w okresie wiosenno-letnim tylko i wyłącznie na noc go stosowałam, bo na dzień wolałam coś lżejszego. Zdecydowanie Polecam!




Eva Natura tonik to twarzy, strasznie ubolewam nad tym, że już nigdzie nie mogę go dostać, bo był bardzo dobry. W sumie to dzięki niemu przekonałam się do tonizowania swojej skóry. Był świetny, ale nie będę nic więcej o nim pisać, skoro nigdzie da się się go już kupić :(

Garnier płyn micelarny - Z początku nie wiedziałam dlaczego wszyscy tak bardzo się nim zachwycają, ale po czasie zaczęłam się z nim coraz bardziej lubić. Duże opakowanie, starcza na bardzo długi czas, ładnie oczyszcza buzie - czego chcieć więcej. 



Vaseline balsam do ciała. Nie zachwycił mnie ten produkt. Mam dosyć suchą skórę na ciele i poszukuje balsamu, który będzie potrafił dobrze ją nawilżyć. Niestety, on mi tego nie dał. Sądzę, że może dla osób ze skórą normalną byłby w porządku, ale nie dla takich "suszków" jak ja.

Garnier krem do rąk REWELACJA! moje już trzecie opakowanie. Kocham go! Cudownie nawilża skórę dłoni, wręcz ratuje ją w te dni, kiedy potrzebuje bardzo mocnego nawilżenia. A jednocześnie nie daje uczucia tłustych dłoni. Odrobina i w momencie (dosłownie) czuje ulgę. Bardzo często można dostać go na promocji za cene 7zł. Polecam polecam i jeszcze raz polecam!



I przyszedł czas na kolorówkę:

Essence - pomadka do ust w nr.52. Kolor nude. Konsystencja, zapach, cena, wszystko okej, sama pomadka jest jak dla mnie okej, ale nie kolor... niestety nie czuję się za dobrze w bezowych "niudziakach", wole zdecydowanie te wpadające w róż.


MaxFactor 2000 Calorie - Tusz, który jest chyba już wszystkim znany. Szczoteczka z naturalnego włosia, która bardzo ładnie pogrubia i delikatnie wydłuża rzęsy. Osobiście byłam z niego bardzo zadowolona i wróce do niego. Często widuje go na promocjach za cenę około 20zł. 

Eveline krem BB - posiadam wersję matującą, która swoją drogą w cale nie jest matująca, powiedziałaby, że bardziej rozświetlająca. Z początku nawet nawet go lubiłam, ale później zaczęło cos mi w nim przeszkadzać, to kolor za ciemny, to czasami się ważył, to zbierał się w załamaniach twarzy (np. podczas śmiania). Nie polecam, zdecydowanie w tej cenie sa lepsze kremy BB na rynku. 




5 grudnia 2014

Odzywka do rzęs - LONG 4 LASHES


Niedawno zakupiłam sobie odzywkę do rzęs Long 4 Lashes. Moja koleżanka jej używa i sobie ją chwali. Czytałam również liczne recenzje i do sporo pozytywnych recenzji na jej temat, co również skusiło mnie to tego, aby ją kupić. Opakowanie zawiera 3ml produktu, zamknięte w małym opakowaniu. Odzywka ma nam wystarczyć na pół roku używania. Aplikator ma formę pędzelka jak do eyelinera. Ale o szczegółach dopiero za jakiś miesiąc. :)

Obecnie pokaże wam stan moich rzęs na dzień 3.12.2014, bo własnie w tym dniu zaczęłam po raz pierwszy ją stosować. Pewnie stwierdzicie, że stan moich rzęs jest niczego sobie. I owszem, macie rację, nie narzekam na nie. Są dosyć długie, ale chciałabym aby były bardziej gęste i minimalnie dłuższe, ponieważ mam w planach odstawić (jeśli odżywka zadziała i rzęski urosną) tusz do rzęs i używać tylko henne. Ale co z tego wyjdzie.. zobaczymy. 








25 listopada 2014

Real Techniques w Rossmannie!


Informacja dla fanek pędzi Real Techniques - pojawiły się one w Rossmannie. A to oznacza, że możemy je w końcu dostać stacjonarnie, a nie tylko wyłącznie przez internet. Co prawda, widziałam tylko kilka i głównie te podstawowe pędzle, ale jednak są. 
Natomiast domyślam się, że nie w każdym Rossmannie będzie szło je dostać, bynajmniej na początku.

I co o tym myślicie? Skusicie się na nie?
Bo mi ostatnio chodzą po głowie pędzle Zoeva albo GlamBrush 


23 listopada 2014

Rossmann- promocja 1 plus 1

Tym razem pomimo tego, że promocja była dość ciekawa, to jednak nie zaszalałam w Rossmannie. Może z tych względów, że trzeba było dość dobrze pomyśleć jakie produkty, że sobą zestawić aby otrzymać rabat -40% czy tam nawet -50%. Co niestety nie pozwalało, na zbyt wielkie manewrowanie pomiędzy tym, co się chciało kupić. Ale kolejnym powodem i w sumie kluczowym powodem było to, że niczego nie potrzebowałam, żadnego podkładu, pudru, korektora, bo wszystko mam.
Jedynie skusiłam się na błyszczyk, bo kolor mnie oczarował i dobrałam do niego róż z Eveline - tak tak jako różomaniaczka musiałam go wybrać. Kolor cudny, satynowy, już się z nim polubiłam. A co do błyszczyku, wiem jedynie, że pięknie pachnie, ale na ustach jeszcze go nie miałam.

A wy, co kupiłyście na tej promocji, i czy w ogóle się na nią skusiłyście? 


5 listopada 2014

Henna na rzęsy - podejście pierwsze


Wczoraj pisałam wam na facebooku, o tym, że w końcu skusiłam się wypróbować hennę na rzęsy, ale w domowym zaciszu. Nigdy niczego takiego nie robiłam, ale moja koleżanka ze studiów zawsze robi sobie henne i strasznie podoba mi się efekt jaki można dzięki niej uzyskać. Więc, czemu by nie spróbować?


Jedyny problem był taki, że nigdy niczego takiego nie robiłam i nie do końca wiedziałam, jak się za to zabrać. Z pomocą przyszedł mi internet, ale po przejrzeniu kilku stron i filmików, nadal nie czułam się pewnie, ale raz kozie śmierć. 
Postanowiłam zakupić henne z Delii, bo wolałam sprawdzić coś co mogę kupić na miejscu i w ten sposób przetestować czy noszenie henny mnie zadowala czy jednak rezygnuje z tego całkowicie. 


I powiem wam, że jestem nawet zadowolona, rzęski stały sie ciemniejsze, wizualnie wyglądają na dłuższe, owszem widać pewne niedociągnięcia, i wiem co następnym razem powinnam poprawić podczas jej nakładania/zmywania, ale pomimo wszystko sądzę, że zrobię to jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz. Tylko, że następnym razem zakupie henne z Refectocil, podobno jest dużo lepsza niż z Delii. Dłużej się utrzymuje, mocniejszy kolor itp. Sprawdzę, to za jakiś czas. I być może przejdę się do salonu, aby zobaczyć jak profesjonalnie się ją nakłada i jaki wtedy mogę efekt uzyskać. 









27 października 2014

Ulubieńcy października


Koniec miesiąca tuż tuż, a to oznacza, że wypadałoby Wam przedstawić produkty, po które najczęściej sięgałam w październiku. A więc zaczynamy: 




Październik był to miesiąc, kiedy to mój makijaż był minimalistyczny, czyli wyrównanie kolorytu cery, delikatnie podkreślone załamanie powieki, róż, tusz i wsio! Tak tak, ostatnio wróciłam do delikatnych makijaży , które nie wymagają zbyt wiele czasu na ich wykonanie. A co mi posłużyło to ich wykonania? Bardzo proszę, oto moje maleństwa: 




Max Factor Face finity - czyli podkład 3 w 1 (podkład, korektor, baza). Z początku nie lubiłam się z nim, ale od kiedy moja pielęgnacja twarzy wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś. nagle stał się on moim ulubieńcem. 
Utrzymuje się cały dzień, nie ciemnieje, krycie ma dla mnie wystarczające, no i pozostawia skórę matową, na tyle, że nie potrzebuje używać zbyt wiele pudru - w sumie to używam go tylko dlatego, aby makijaż się trzymał, a nie w celu uzyskania matu, bo to daje mi ten podkład. 

Catrice - Camuflage- kiedy na twarzy wyskoczą mi "nieprzyjaciele" on ratuje mnie momentalnie. Minimalna ilość produktu iiii...  nic nie widać. Czyli to czego chcemy. Również utrzymuje się cały dzień i kossztuje nie dużo , bo w granicach 15zł - jednym słowem CUDO!
Osobna recenzja znajduje się tutaj: (kliknij) 

Fax Factor - cielista kredka, czyli najlepsza rzecz, aby nasze spojrzenie wyglądało na świeże, oczy na wypoczęte i powiększone. No i trwałość również niczego sobie. 

Sephora - róż w nr 05. Delikatnie brzoskwiniowy odcień. Nie do końca lubię się w takich kolorkach, ale ten akurat wyjątkowo mi pasuje. Ma satynowe wykończenie, czyli przeciwniczki wszelkiego rodzaju drobinek, będą z niego zadowolone. Jak widać ja namiętnie go używam, bo niestety ale sięgnęłam już denka :( 

Hean- poczwórne cienie do powiek, czyli najlepsza paletka za małą cenę. Produkt mnie oczarował. Pigmentacja bardzo dobra, jak również rozcieranie, trwałość i kolorki SUUUUPER! Z resztą widać który cień najbardziej przypadł mi do gustu - chyba za niedługo będę musiała szukać jego odpowiednika. 



I nadszedł czas na pielęgnacje, której zawsze jest jakoś  mało u mnie w ulubieńcach. 


Floslek - żel pod oczy ze świetlikiem i rumiankiem. Długo czaiłam się na kremy z tej firmy, ale w końcu sie skusiłam i zdecydowanie nie żałuje, bo są po prostu dobre. Nie ma się co dziwić, czemu tyle dziewczyn je zachwala. Nie kosztują dużo, a nawilżają tak jak trzeba. Lekka konsystencja, idealna pod makijaż, szybko się wchłania i koi okolice pod oczami. 

Rexona - jak wiecie, ja uwielbiam Rexone, ale zawsze byłam wierna produktowi w Sprayu, ale od kiedy zaczęłam używać kulki, uważam, że ta forma aplikacji jest Najlepsza! Dlaczego? nie dość, że dłużej utrzymuje się zapach, do lepiej chroni i przede wszystkim dłużej czujemy sie świeżo. 

Vichy Aqualia termal - czyli krem, który stosuje na noc. Cudownie nawilżający - niestety pod makijaż nie do końca się nadaje, bo może być za ciężki, ale dla osób ze skórą suchą lub bardzo suchą może się w ten sposób sprawdzić. Ale mam zamiar napisać wam o nim osobną recenzję. 

25 października 2014

Magenta + odrobina złota

Jakiś czas temu byłam na weselu i takie o to miałam paznokcie 
W tym kolorze zakochałam się od pierwszego wejrzenia i wiedziałam, że muszę go mieć na sobie





24 października 2014

Witajcie .. czyli powrót do pisania i krótkie wytłumaczenie się

Witajcie kochani  po dość długiej przerwie :*


Długo się zastanawiałam, czy wrócić na bloga, ale dzięki Wam i rozmową z Wami, zapytaniem co się u mnie dzieje i jak bardzo za mną tęsknicie postanowiłam wrócić.
Nie ukrywam, że obecnie mam dość ciężki okres w życiu prywatnym jak i zawodowym, m. in. czeka mnie pisanie pracy inżynierskiej a w tym obrona,  co sprawia, że uczelnia pochłania większość mojego czasu. 

W miarę możliwości postaram się pisać tu jak najczęściej - minimum jeden post na tydzień, ale może uda mi się pisać częściej.  Wiem że to i tak mało, ale od czegoś trzeba zacząć, jak również  lepsze to niż, pozostawienie bloga samego sobie na kolejne trzy miesiące... A niestety do końca semestru tyle mi zostało, więc minimalnie będę was zaniedbywać, za co z góry przepraszam. I mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

Mam również w planach zmianę wizerunku bloga, Noo wypadałoby mu nadać trochę świeżości lekkości :P Ale mam świadomość, że to pochłonie mi dość trochę czasu, więc prawdopodobnie zmiany zobaczycie dopiero pod koniec roku, chyba że... kto wie, może się uda wcześniej coś w tym kierunku zadziałać :) 

Podczas weekendu pojawi się pierwszy post kosmetyczny - więc... wyczekujcie go :D 


22 lipca 2014

Paznokcie: Weselne stempelki

A dlaczego weselne?
Ponieważ kilka dni temu byłam we weselu i właśnie tak na nim miałam pomalowane paznokcie. 

Delikatnie, kobieco i pasujące do każdej kreacji.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...